W pierwszą niedzielę Adwentu, 27 listopada 2022 r. w Kościele rozpoczyna się nowy rok duszpasterski pod hasłem „Wierzę w Kościół Chrystusowy”. Tematem przewodnim jest refleksja nad Kościołem i jego misją oraz umocnienie wiary w Kościół jako wspólnotę wierzących kroczących razem do domu Ojca. Program skierowany jest nie tylko do duszpasterzy, ale również bezpośrednio
Tymczasem wolność opinii winna znajdować swoją granicę w tym, że nie może ona zniszczyć honoru i godności innych ludzi. Nie jest wolnością opinii kłamstwo lub niszczenie praw człowieka. PAPIEŻ; Trzecia kwestia to jego powołanie do służby papieskiej. W 2002 r. kard. Ratzinger został dziekanem Kolegium Kardynalskiego.
Dzięki wierze może dokonać się w nas całkowite przeobrażenie dotychczasowego sposobu widzenia, myślenia, odczuwania, przeżywania. Wiara zmienia naszą mentalność, każe nam stawiać Boga zawsze na pierwszym miejscu, troszczyć się o nastawienie całego życia na Niego, interpretować świat w Bożym świetle.
Kościół nie ma dzisiaj dobrej prasy. Z wielu stron spotyka się z krytyką i niezrozumieniem. Szereg nieporozumień na temat Kościoła bierze się z faktu niedostrzegania jego dwóch zasadniczych wymiarów: widzialnego i niewidzialnego. Kościół bowiem żyje i działa w historii, ale równocześnie ją przekracza.
Myślę, że przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" byłoby bardzo trafne jeśli mówimy o wierze. Dla niektórych Kościół katolicki jest taki zwykły, nie ma nic w nim ciekawego, a inna religia - z którą nie mieli styczności na co dzień - wydaje się bardziej atrakcyjna, bo egzotyczna.
Wyjaśnia, że istotą dobrowolnego wątpienia dotyczącego wiary jest lekceważenie tego, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, albo odmowa uznania tego za prawdziwe. Natomiast wątpienie niedobrowolne „oznacza chwiejność w wierze, trudność w przezwyciężaniu zarzutów związanych z wiarą lub też niepokój spowodowany
Cios w Kościół - o2 - Serce Internetu. Liczby nie kłamią. Cios w Kościół. Według badań przeprowadzonych przez Kościół, które dotyczą liczenia wiernych w trakcie mszy, do poszczególnego Kościoła chodzi średnio między 25-30 procent wiernych.
Z3IyWW. Biblia Warszawska Autor: Apostoł Paweł (mógł mieć wówczas 52 lata). Miejsce: Rzym, areszt domowy Cel: Podkreślenie prawdy, że duchowy rozwój dokonuje się dzięki więzi z Chrystusem opartej na wierze, a nie dzięki przestrzeganiu religijnych rytuałów, tajemniczym związkom ze światem ducha i znajomości zasad rzekomo rządzących rzeczywistością. Temat: Chrystus w nas – nadzieja chwały. * Opis księgi na podstawie Przekładu Dosłownego Pisma Świetego Starego i Nowego Przymierza EIB. Rozdział 1 Pozdrowienia 1. 2. Dziękczynienie i modlitwa 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14. Osoba i dzieło Jezusa Chrystusa 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. Paweł głosicielem ewangelii Chrystusowej 24. 25. 26. 27. 28. 29. Prawa autorskie i szczegółowe informacje © Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa, 1975 aktualizacja modułu: 2020-07-01 * Prezentowane treści należą do ich właścicieli i wydawców. Tekst pobrany z udostępnionych zasobów programu MyBible -
publikacja 09:30 Kościół? - pyszni hierarchowie; grzeszni i chciwi księża; bezduszna instytucja; wysokie, bezsensowne wymagania; mętne i zmieniające się z biegiem czasu nauczanie; ciemne karty historii…? - na te pytanie ma odpowiedzieć siódmy blok spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię". Zastanawiasz się, po co Ci Kościół? Szukasz w nim swojego miejsca? A może wcale się w nim nie odnajdujesz i… nie chcesz mieć z nim nic wspólnego? - pytają prowokacyjnie organizatorzy imprezy, która tym razem będzie przebiegać po hasłem: WIERZĘ W BOGA, NIE WIERZĘ W KOŚCIÓŁ. Próbując wyjść naprzeciw tym zagadnieniom zapewniają rzeczowe i merytoryczne debaty - "bez uciekania od trudnych pytań i owijania w bawełnę"! Poniżej plan najbliższych spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię”: 1. Słowo dla zniechęconych - ks. Dariusz Szyszka, wtorek 19 maja, godz. Aula 1 , Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie. Czy można wierzyć bez Kościoła? Wierzyć w Kościół ? - ale w który? Jak być w Kościele, skoro księża „są tacy” ? Ksiądz „też człowiek” czy chodzący ideał? Czy w Kościele jest miejsce dla grzeszników? Nauczanie Kościoła – restrykcyjne wymagania, wymuszanie heroizmu? Czy w Kościele jest miejsce dla osób samodzielnie myślących? Czy nie zgadzając się częściowo z jego nauczaniem mam szansę w nim być? ? Co jest ważniejsze – sztywne zasady czy miłość? Co robić, jeśli nie widzę swojego miejsca w Kościele? 2. "Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." - Muniek Staszczyk w rozmowie o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim, środa 20 maja, godz. Aula 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie Wokalista legendarnej grupy T-LOVE jakiego jeszcze nie znacie. Muniek opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół i jakie ma doświadczenie tej wspólnoty, odpowie na pytanie „dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do Kościoła?”, a także wyjaśni, co dla niego znaczy „być prawdziwym facetem”. 3. Męskie Rozmowy o Seksie - o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń, czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH Debata o seksie w małżeństwie i antykoncepcji – merytoryczne starcie przedstawicieli „dwóch stron”. Spotkanie nie tylko dla mężczyzn. Jaka jest nauka Kościoła o seksie, czyli co wolno, a czego wolno robić w małżeństwie. Jakie powinno być podejście małżonków do kwestii seksu? Czy można z czystym sumieniem eksperymentować w łóżku? Jakie jest zdanie Kościoła o antykoncepcji? Zabrania jej stosowania, czy dopuszcza jakieś wyjątki? Czy seks zawsze musi nieść za sobą założenia reprodukcyjne? Czy zabranianie parze spontanicznego okazywania sobie miłości poprzez współżycie nie jest czymś złym ? Na czym polega Naturalne Planowanie Rodziny? NPR i antykoncepcja – skuteczność, wady i zalety. 4. Z Archiwum X Kościoła - prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski, czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUW, Kampus Główny UW Ciemne karty w historii Kościoła, tajemnicze zakamarki… - obalamy mity, wyjaśniamy nieścisłości ! Inkwizycje, krucjaty, nieomylność papieża, sens dogmatów, zmiany w nauczaniu, wolność sumienia vs nakazy Kościoła. Szczegóły ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe) na stronie: Dodatkowo nagrania wideo spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków projektu: Na kanale ASK Soli Deo: konferencja ks. Piotra Pawlukiewicza „Żyć Mocniej” i panel „Pokonać Siebie”, w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy – Michał Jeliński i Szymon Kołecki, oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów – Jan Mela.
Czy wierzący katolik może zawrzeć małżeństwo w kościele z osobą innej wiary lub niewierzącą? Od czego to zależy? Jakie warunki muszą spełnić? Jak przebiegają procedury? Jak wyglądać będzie sama ceremonia ślubu?Co to jest małżeństwo mieszane?Małżeństwo mieszane to takie, w którym jedna strona jest ochrzczonym praktykującym katolikiem, a druga nie. Może to być osoba w ogóle nieochrzczona (także wyznająca inną, niechrześcijańską religię); osoba ochrzczona poza Kościołem katolickim (w innej wspólnocie chrześcijańskiej – na przykład prawosławna lub protestant); osoba, która formalnym aktem odstąpiła od Kościoła katolickiego; osoba, która wprawdzie nie odstąpiła od Kościoła formalnym aktem, ale deklaruje się jako niewierząca; osoba notorycznie takie dla strony katolickiej ma jednocześnie charakter prawny jak i sakramentalny, duchowy. Dla strony niekatolickiej pozostaje przede wszystkim aktem prawnym (choć nie zawsze w świetle prawa państwowego, ale to zupełnie osobne zagadnienie). Choć oczywiście nie wyklucza się jakiegoś duchowego jego wymiaru, wedle rozumienia strony niekatolickiej, o którym jednak nie jesteśmy kompetentni w żaden sposób orzekać. Dla obu natomiast ma niezbywalny charakter moralny, pociągający za sobą konkretne któraś ze stron zawarła uprzednio ślub kościelny, to może wstąpić w nowy związek małżeński tylko po przedłożeniu autentycznego i prawomocnego wyroku sądu kościelnego, orzekającego nieważność pierwszego Kościoła wobec małżeństw mieszanychKościół z zasady niechętnie jest nastawiony do małżeństw mieszanych, co znajduje swój wyraz w Kodeksie prawa kanonicznego, który różnicę wiary wymienia jako jedną z przeszkód zrywających, czyli uniemożliwiających zawarcie ważnego małżeństwa (por. KPK kan. 1086). Tudzież zabraniając zawierania takich małżeństw „bez wyraźnego zezwolenia kompetentnej władzy” (por. KPK kan. 1124).Niechęć Kościoła wobec małżeństw mieszanych nie wynika ze złośliwości. Motywacją jest przekonanie o tym, że małżeństwo (w ogóle) ma być i powinno być możliwie doskonałą jednością dwojga ludzi, którzy je narzeczeni, którzy pragną zawrzeć małżeństwo mieszane, już na wstępie różnią się w sprawach najbardziej istotnych, co w przyszłości może powodować między nimi konflikty. Zwłaszcza, kiedy minie już pierwsze zaangażowanie emocjonalne i przyjdzie im mierzyć się z realiami wspólnego drugie, z oczywistych względów, Kościół uważa wiarę za wartość pierwszorzędną, jako że od niej zależy życie wieczne człowieka. A zatem ją przede wszystkim uważa za swój obowiązek zabezpieczyć i jej bronić u swojego ochrzczonego dziecka, które zawierając małżeństwo mieszane, naraża się na realne trudności w wytrwaniu w wierze i jej praktykowaniu, tudzież przekazaniu jej ewentualnemu znaczy, że małżeństwo z niekatolikiem jest niemożliwe?Nie. Inaczej w ogóle byśmy o tym nie mówili. Kościół z zasady (i w oparciu o wielowiekowe doświadczenie) niechętny małżeństwom mieszanym, nie wyklucza jednak bezwzględnie możliwości zawarcia go. Uznaje bowiem naturalne prawo każdego człowieka do wyboru partnera w przyszłym też, jeżeli przyszli małżonkowie są świadomi czekających ich trudności i ich konsekwencji, oraz istnieją poważne, proporcjonalne racje przemawiające za udzieleniem zgody na takie małżeństwo, Kościół jej udziela (w formie dyspensy lub zezwolenia).Za poważną i proporcjonalną rację przemawiającą za udzieleniem zgody uważa się przede wszystkim sytuację, w której strona katolicka jest na tyle jednoznacznie zdecydowana zawrzeć związek małżeński z niekatolikiem, że w przypadku odmowy gotowa jest żyć w konkubinacie lub związku cywilnym. Ponieważ pierwszym prawem Kościoła jest zbawienie dusz, toteż dla uniknięcia takiego duchowego niebezpieczeństwa, udziela się w takich wypadkach zgody, o ile spełnione zostaną pewne istotne je omówimy, należy zauważyć, że wszystko to odnosi się do sytuacji, w której rzeczywiście jedna ze stron jest osobą faktycznie wierzącą i praktykującą, a nie tylko „katolikiem z nazwy”. W przeciwnym wypadku wszystko od początku ma charakter farsy i skutkuje zawarciem małżeństwa, które może i będzie ważne, ale z pewnością zawarte niegodziwie pod względem moralnym i uzyskać zgodę na zawarcie małżeństwa mieszanego?W toku przygotowań do zawarcia małżeństwa strona katolicka składa pisemnie rękojmię, czyli zobowiązujące oświadczenie, iż (nawet biorąc pod uwagę prawo strony niekatolickiej do poszanowania jej sumienia i dyktowaną przez prawo naturalne tolerancję wzajemnych przekonań):– zachowa własną wiarę,– usunie zagrożenia w jej praktykowaniu,– uczyni wszystko, co w jej mocy, by całe potomstwo zostało ochrzczone i wychowane w wierze prowadzący parę w przygotowaniach do zawarcia małżeństwa ma obowiązek zadbać o to, by narzeczeni zdali sobie sprawę, iż harmonia ich małżeńskiego współżycia będzie poważnie zagrożona przez zachodzące między nimi różnice – zarówno co do samej wiary, jak i co do oceny moralnej wielu istotnych spraw. Jego obowiązkiem jest także uświadomić ich, że mogą zaistnieć między nimi na tym tle sytuacje konfliktowe, w których żadne nie będzie chciało ustąpić, a strona katolicka pozostanie zobowiązana, by mimo tolerancji wobec poglądów współmałżonka i pragnienia zachowania zgody, nie dopuścić do tego, co w świetle wiary narusza prawo Boże i jest duszpasterz winien pouczyć obie strony o istotnych celach i przymiotach małżeństwa: jego jedności, czyli wyłączności i nierozerwalności. Stronę katolicką należy także pouczyć o sakramentalności małżeństwa. Tylko ją, gdyż tylko dla niej zawarte małżeństwo będzie miało charakter strona niekatolicka składa jakieś zobowiązania?To zależy, z kim konkretnie mamy do czynienia. Jeśli strona niekatolicka jest osobą należącą do innego wyznania chrześcijańskiego, to wystarczy, że zostanie poinformowana i poświadczy przyjęcie do wiadomości zobowiązań strony nieco ma się rzecz z osobami, które były ochrzczone w Kościele katolickim, ale deklarują się jako niewierzący lub ateiści; osobami, które formalnie odstąpiły od Kościoła katolickiego; osobami, które nie formalnie, ale praktycznie i publicznie odstąpiły od Kościoła, tak że fakt ich odstępstwa jest publicznie znany; osobami, które trwają notorycznie w karach kościelnych oraz z osobami, które ostentacyjnie nie praktykują wiary, choć być może deklarują się jako wierzące. W ich przypadku wymagane jest również złożenie pisemnego zobowiązania, że nie będą przeszkadzały katolickiemu współmałżonkowi w wyznawaniu wiary, wypełnianiu praktyk religijnych oraz w ochrzczeniu i wychowaniu całego potomstwa w Kościele ta wynika z dość logicznego przekonania, że w wypadku osoby, która porzuciła wiarę i jej praktykowaniu lub wprost odstąpiła od Kościoła, niebezpieczeństwo naruszania prawa Bożego jest większe, niż u kogoś, kto nie sprzeniewierzył się uprzednio akceptowanym przekonaniom, i u kogo można w tym względzie słusznie domniemywać istnienie dobrej niekatolicką należy zachęcić do wzięcia udziału wraz z przyszłym katolickim współmałżonkiem w tzw. naukach przedmałżeńskich. Choćby w tym celu, by mogła lepiej poznać i zrozumieć wartości osoby, z którą pragnie się związać. Nie należy jednak jej do tego gdy któraś ze stron odmówi złożenia zobowiązań?W normalnym toku przygotowań obydwie strony podpisują przyrzeczenia i/lub oświadczania w trzech egzemplarzach, z których jeden załącza się do protokołu przedślubnego, drugi wysyła do kurii diecezjalnej z prośbą o zgodę na małżeństwo mieszane, a trzeci przekazuje się stronom (katolickiej – jej zobowiązania; niekatolickiej jej zobowiązania lub oświadczenie).Jeśli strona katolicka odmawia złożenia zobowiązań, oznacza to praktycznie koniec starań o zgodę na zawarcie małżeństwa mieszanego. Jeśli strona niekatolicka odmawia złożenia podpisu pod oświadczeniem o przyjęciu do wiadomości zobowiązań strony katolickiej, to duszpasterz sam może poświadczyć, że została ona z nimi zaznajomiona. Ma jednak obowiązek odnotować w prośbie o zgodę na zawarcie małżeństwa ową strona niekatolicka, zaznajomiwszy się ze zobowiązaniami przyszłego katolickiego współmałżonka, wyraźnie oświadcza, że będzie świadomie przeciwdziałać ich realizacji, duszpasterz ma ze spokojem wyjaśnić jej, że nie można w ten sposób wystawiać dopiero zawiązującego się związku małżeńskiego na sytuację konfliktową. Jeśli i to pouczenie nie odniesie skutku, duszpasterz, zbadawszy dokładnie powody takiego stanowiska strony niekatolickiej, za pośrednictwem ordynariusza przedstawia sprawę do rozstrzygnięcia Sekretariatowi Prymasa Polski. Ten z kolei sprawy o wyjątkowo trudnym charakterze przekazuje watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny zauważyć na marginesie, że udzielanie dyspens i zwolnień nie jest tylko aktem prawnym, ale także okazaniem przez Kościół zaufania przyszłym współmałżonkom i wyrazem życzliwości wobec nich i ich związku, mimo dostrzegania realnych trudności, jakie mogą napotkać na swojej to wszystko załatwia?Jak można wywnioskować ze wszystkiego, co już zostało powiedziane, całością procedur zajmuje się duszpasterz. To on pisze prośbę o dyspensę lub zezwolenie na zawarcie małżeństwa mieszanego, adresowaną do ordynariusza miejsca jednej ze stron. W prośbie tej zawiera dane personalne narzeczonych, słuszny powód do udzielenia zgody na ich małżeństwo, ewentualnie nazwę wspólnoty religijnej strony niekatolickiej, a także krótką charakterystykę religijności lub światopoglądu obu piśmie tym duszpasterz ma także w razie czego ująć (o ile się pojawiły) trudności w ustaleniu faktu chrztu, stwierdzeniu stanu wolnego lub złożeniu rękojmi/oświadczeń u którejkolwiek ze stron. Do tej prośby dołącza się wspomniane już uprzednio podpisane egzemplarze rękojmi/oświadczeń. W osobnym piśmie duszpasterz przedstawia w razie potrzeby inne przeszkody kanoniczne, jeśli takie wynikły w toku badania wygląda sam ślub?Co do zasady małżeństwo mieszane powinno zostać zawarte według właściwej formy kanonicznej (czyli odpowiedniego obrzędu przewidzianego w katolickim rytuale zawierania małżeństwa), jednak poza mszą świętą. Jeśli strona katolicka pragnie, aby zawarcie małżeństwa dokonało się podczas mszy, musi zwrócić się o to z osobną prośbą do ordynariusza (także przez pośrednictwo duszpasterza).Strona niekatolicka (jeśli nie jest chrześcijaninem) nie wykonuje gestów religijnych, nie odpowiadana na wezwania liturgiczne i nie włącza się w modlitwy. Nie przyjmuje oczywiście również Komunii Świętej, a przysięgi małżeńskiej nie kończy formułą „Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”.W celebracji może uczestniczyć kapłan, diakon lub minister (posługujący) niekatolicki, ale nie spełnia on żadnych funkcji w toku akcji liturgicznej. Niedopuszczalne jest także, aby każda ze stron wykonywała swój obrzęd, ani też by po obrzędzie katolickim (lub przed nim) miał miejsce inny obrzęd religijny dla wyrażenia (lub odnowienia) zgody przypadku naprawdę uzasadnionych trudności ordynariusz strony katolickiej może dyspensować ją od obowiązku zachowania formy kanonicznej zawarcia małżeństwa na rzecz jakiejś innej publicznej formy jego zawarcia. Może to być zawarcie małżeństwa we wspólnocie strony niekatolickiej, w urzędzie stanu cywilnego, a nawet „w gronie rodzinnym w formie religijnej, pod warunkiem, że rzecz dokona się w obecności świadków, którzy będą mogli publicznie poświadczyć o fakcie zawarcia małżeństwa”. Są to jednak wypadki bardzo rzadkie.
Autorstwa Michelle, Cameroon Moja rodzina była zawsze bardzo biedna, więc marzyłam o tym, aby zostać dyrektorem banku i mieć określoną pozycję w społeczeństwie, aby już nie brakowało nam tak bardzo pieniędzy. Kiedy skończyłam studia i zaczęłam szukać pracy, rozesłałam mnóstwo ofert, ale wcale nie było łatwo i nigdy nie znalazłam takiej posady, jaką chciałam. Ciągle dostawałam przeciętne, niskopłatne stanowiska. W roku 2019 przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i po pewnym czasie zaczęłam pełnić w kościele obowiązek podlewania współbraci w wierze. Myślałam, że jeśli będę się starała ze wszystkich sił dla Boga, z pewnością mnie pobłogosławi i pomoże mi znaleźć dobrą posadę. Pełniąc swoje obowiązki w kościele, wciąż wysyłałam więc podania o pracę. W końcu, w czerwcu 2021 roku, zadzwonił do mnie przedstawiciel pewnej firmy, który zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Weszłam do internetu, by sprawdzić, co to za przedsiębiorstwo, i okazało się, że to międzynarodowa firma, której dyrektor naczelny dokonuje inwestycji na całym świecie. Był też właścicielem dużego banku, dla którego chciałam niegdyś pracować, ale nigdy nie zaproszono mnie na rozmowę. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś ta firma sama odezwie się do mnie i zaprosi mnie na spotkanie w sprawie pracy. Była to więc miła niespodzianka. Czułam, że to Bóg daje mi szansę, a jeśli będę mogła pracować w tej międzynarodowej firmie, będzie to znak, że mi błogosławi. Powiedziałam sobie, że tym razem na pewno mi się uda i dostanę kierowniczą pensję, ponieważ Bóg mi dopomoże. Byłam wielce podekscytowana, że wreszcie mam szansę dostać swoją wymarzoną posadę, która sprawi, że uznam, iż było warto zdobywać stopień magistra, na który tak ciężko pracowałam. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak moje życie niebawem się zmieni: będę miała mnóstwo pieniędzy, własny dom i będę mogła kupić, co tylko zechcę. Myślałam, że będę mogła podróżować po świecie i odpowiednio zadbać o rodzinę, a zwłaszcza o moich rodziców. Sądziłam, że kiedy już zacznę tam pracować, wszystko zmieni się na lepsze. Kiedy przyszłam na rozmowę, zorientowałam się, że jest troje kandydatów, i zaczęłam się bać, że mnie nie wybiorą, lecz wtedy powiedziałam sobie: „Nie, to ja dostanę tę posadę. Jestem dzieckiem Boga i On z pewnością mnie pobłogosławi. Bez względu na wszystko, Bóg zachowa to stanowisko dla mnie”. Wierzyłam również trochę we własne umiejętności. Podczas rozmowy odpowiedziałam na wszystkie pytania, a mój rozmówca powiedział mi, że zadzwonią do mnie w ciągu pięciu dni, jeśli mnie wybiorą. Byłam pewna, że tak właśnie się stanie. Pięć dni później niecierpliwie czekałam na telefon, ale nikt nie zadzwonił przez cały dzień. Minął tydzień, i wciąż nie było telefonu od tej firmy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wybrano kogoś innego. Byłam załamana i zaczęłam zapytywać samą siebie, co ze mną nie tak, i dlaczego mi się nie powiodło. Zdałam się na Boga i modliłam się do Niego, więc dlaczego mi się nie udało? Odczuwałam wielką słabość oraz zniechęcenie, i zaczęłam obwiniać Boga o własne niepowodzenie. Wierzyłam w Niego już ponad dwa lata i przez cały ten czas należycie wypełniałam swoje obowiązki. Ngdy nie odeszłam od Boga ani nie zrezygnowałam z pełnienia swego obowiązku. Dlaczegóż zatem nie chciał obdarzyć mnie łaską i błogosławieństwami? Popadałam w coraz większy smutek i przygnębienie, do tego stopnia, że przez cały tydzień nie chodziłam na zgromadzenia ani nie czytałam słów Bożych. Gdy kontaktowali się ze mną bracia i siostry, bardzo mnie to irytowało i nie chciałam im odpowiadać ani z nimi rozmawiać. Na nic nie miałam zresztą ochoty i nie chciało mi się nawet wychodzić z domu. Przestałam wypełniać swoje ewangelizacyjne obowiązki i dzielić się słowami Boga z braćmi i siostrami. Całymi dniami nie wychodziłam z pokoju, zupełnie pozbawiona motywacji i celów. Nie chciało mi się nawet jeść. W zaledwie kilka dni straciłam na wadze. Pewnego dnia usłyszałam hymn ze słów Bożych: „Tym, czego Bóg pragnie w próbach, jest szczere serce człowieka”. „Kiedy Bóg poddaje ludzi próbom, jaką rzeczywistość pragnie stworzyć? Bóg nieustannie prosi, aby ludzie oddawali Mu swoje serca. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi On, czy twoje serce jest przy Nim, czy też przy ciele i szatanie. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi, czy stoisz w opozycji do Niego, czy też zajmujesz stanowisko, które jest z Nim zgodne, i widzi, czy twoje serce jest po Jego stronie. Kiedy jesteś niedojrzały, a stajesz w obliczu próby, masz niewiele pewności siebie i nie wiesz dokładnie, co powinieneś zrobić, aby wypełnić Boże intencje, ponieważ twoje zrozumienie prawdy jest ograniczone. Jednakże jeśli mimo tego potrafisz autentycznie i szczerze modlić się do Boga, jeśli gotów jesteś oddać Mu serce, uczynić Boga swoim Panem i masz w sobie chęć ofiarowania Bogu wszystkiego, co uważasz za najcenniejsze – to oznacza, że oddałeś Bogu swoje serce. W miarę, jak będziesz słuchał kolejnych kazań i rozumiał coraz więcej prawdy, twoja postawa również będzie stopniowo dojrzewać. Standard, którego Bóg będzie wówczas od ciebie wymagał, nie będzie taki sam jak wtedy, gdy byłeś niedojrzały; teraz będzie On wymagał od ciebie więcej. Kiedy ludzie stopniowo oddają swoje serca Bogu, ich serca powoli się do Niego zbliżają; a gdy ludzie potrafią prawdziwie zbliżyć się do Boga, w ich sercach wzrasta coraz większa cześć dla Niego. Takiego właśnie serca pragnie Bóg” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Wtedy zrozumiałam, że gdy Bóg poddaje ludzi próbie, obserwuje ich serca: patrzy, na czym im zależy, i czy podporządkowują się Bogu w okolicznościach, jakie dla nich stworzył. Ja zaś, zamiast ofiarować Bogu swoje serce, myślałam tylko o tym, jak się Nim posłużyć, aby spełnić swe własne pragnienia. Kiedy nie dostałam tej posady, bogactwa i dóbr materialnych, których pragnęłam, moja wiara osłabła, nie chciałam uczestniczyć w zgromadzeniach ani pełnić swego obowiązku. Była to zdrada wobec Boga i mogłam utracić swoje świadectwo o Nim w tej sytuacji. Zaczęłam więc się modlić: „Boże Wszechmogący, Ujawniłeś, że nie jestem Ci oddana i nie jestem wobec Ciebie szczera. Nie wytrwałam przy świadectwie o Tobie ani Ci się nie podporządkowałam. Boże, proszę, zmiłuj się nade mną. Pragnę okazać skruchę”. Po tej modlitwie poczułam znacznie większy spokój i zaczęłam odpowiadać na wiadomości od braci i sióstr. Jedna z nich spytała mnie, w jakim jestem stanie, i powiedziałam jej o wszystkim, przez co ostatnio przechodziłam. Wówczas przesłała mi następujący fragment słów Bożych: „Nikt nie przechodzi przez całe życie bez cierpienia. Dla niektórych ludzi ma ono związek z rodziną, dla niektórych z pracą, dla innych z małżeństwem, a dla jeszcze innych z chorobą fizyczną. Każdy cierpi. Niektórzy mówią: »Dlaczego ludzie muszą cierpieć? Jak wspaniale byłoby przeżyć całe życie spokojnie i szczęśliwie. Czy nie możemy nie cierpieć?«. Nie – każdy musi cierpieć. Cierpienie powoduje, że każdy człowiek doświadcza niezliczonych doznań fizycznego życia, niezależnie od tego, czy doznania te są pozytywne czy negatywne, aktywne czy bierne. Cierpienie przynosi ci różne uczucia i możliwości docenienia, które dla ciebie składają się na doświadczenie życiowe. Jeśli na ich podstawie będziesz umiał szukać prawdy i zrozumieć wolę Bożą, to będziesz się coraz bardziej zbliżać do standardu, jakiego wymaga od ciebie Bóg. To jest jeden aspekt, który również ma na celu uczynienie ludzi bardziej doświadczonymi. Innym aspektem jest odpowiedzialność, którą Bóg daje człowiekowi. Jaka to odpowiedzialność? Musisz przejść przez to cierpienie, znieść je, a jeśli podołasz, stanie się to świadectwem, a nie powodem do wstydu” („Dopiero gdy uporządkujesz swoje koncepcje, możesz wejść na właściwą ścieżkę wiary w Boga (1)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga dowiedziałam się, że każdy, czy to wierzący, czy niewierzący, toczy w swym życiu jakieś zmagania, a cierpienie jest częścią życia. Cierpienie zaś nie jest wcale pozbawione wartości. Może bowiem wzbogacić moje doświadczenie i zbliżyć mnie do Boga. Mogę przyjść przed Jego oblicze, by poszukiwać prawdy i Jego woli. Zostaliśmy tak dogłębnie skażeni przez szatana, że wszyscy jesteśmu chciwi, pragniemy sławy, uganiamy się za statusem oraz świetlaną przyszłością i nie miłujemy prawdy. Jeśli będziemy wiedli beztroski żywot pośród wszelkich wygód, będziemy tylko coraz bardziej oddalać się od Boga i będziemy coraz bardziej zepsuci. Uznałam, że Bóg pozwolił, by mnie to spotkało, abym stanęła przed Nim na modlitwie i zaczęła szukać prawdy, abym zyskała prawdziwą wiarę w Boga i zbliżyła się do Niego. Gdy pojęłam szczere intencje Boga, nie chciałam już zmagać się z tą sytuacją, tylko bez względu na to, co będzie dalej, chciałam okazywać Bogu absolutne posłuszeństwo i pozostać Mu oddaną. Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie w swych doświadczeniach życiowych często myślą sobie: porzuciłem swoją rodzinę i karierę dla Boga, a co On mi dał? Muszę to podsumować i potwierdzić: czy otrzymałem ostatnio jakieś błogosławieństwa? W tym czasie dużo dałem z siebie, wysilałem się i wysilałem, i wiele wycierpiałem – czy Bóg dał mi w zamian jakieś obietnice? Czy pamiętał moje dobre uczynki? Jaki będzie mój koniec? Czy mogę otrzymać Boże błogosławieństwa?… Każdy człowiek stale dokonuje takich kalkulacji w swoim sercu i ludzie kierują do Boga żądania wynikające z tych motywacji, ambicji i transakcyjnej mentalności. To znaczy, że w swoim sercu człowiek nieustannie sprawdza Boga, nieustannie wymyśla plany dotyczące Boga i nieustannie spiera się z Bogiem o swój koniec, a także próbuje wydobyć od Boga oświadczenie, sprawdzając, czy Bóg może dać mu to, czego chce, czy nie. Człowiek jednocześnie podąża za Bogiem i nie traktuje Boga jak Boga. Człowiek zawsze starał się targować z Bogiem, nieustannie stawiając Mu wymagania, a nawet naciskając na Niego na każdym kroku, próbując wziąć kilometr po otrzymaniu centymetra. W tym samym czasie gdy człowiek próbuje targować się z Bogiem, również spiera się z Nim, a są nawet ludzie, którzy, gdy spotykają ich próby lub znajdują się w pewnych sytuacjach, często stają się słabi, bierni i leniwi w swojej pracy, i pełni skarg na Boga. Człowiek, od czasu, gdy po raz pierwszy zaczął wierzyć w Boga, uznał Boga za róg obfitości, szwajcarski scyzoryk, a samego siebie uznał za największego wierzyciela Boga, tak jakby próby uzyskania błogosławieństw i obietnic od Boga były jego nieodłącznym prawem oraz obowiązkiem, podczas gdy obowiązkiem Boga było chronić i dbać o człowieka, i zaopatrywać go. Takie jest podstawowe zrozumienie »wiary w Boga« wszystkich tych, co wierzą w Boga, i takie jest ich najgłębsze zrozumienie pojęcia wiary w Boga. Od natury i istoty człowieka po jego subiektywne dążenie nie ma nic, co odnosi się do bojaźni Bożej. Cel człowieka w wierze w Boga nie może mieć nic wspólnego z oddawaniem czci Bogu. To znaczy, że człowiek nigdy nie uważał ani nie rozumiał, że wiara w Boga wymaga bojaźni Bożej i oddawania czci Bogu. W świetle takich warunków istota człowieka jest oczywista. Jaka jest ta istota? Jest ona taka, że serce człowieka jest złośliwe, kryje w sobie zdradę i oszustwo, nie kocha uczciwości i sprawiedliwości i tego, co jest pozytywne, jest też nikczemne i chciwe. Serce człowieka nie może być bardziej zamknięte na Boga; człowiek w ogóle nie oddał go Bogu. Bóg nigdy nie widział prawdziwego serca człowieka ani nigdy nie był czczony przez człowieka. Bez względu na to, jak wielką cenę płaci Bóg, jakie dzieło wykonuje i ile daje człowiekowi, człowiek pozostaje na to wszystko ślepy i zupełnie obojętny. Człowiek nigdy nie oddał swego serca Bogu, chce tylko myśleć o swoim sercu, sam podejmować własne decyzje, których podtekstem jest to, że człowiek nie chce podążać drogą bojaźni Bożej i unikania zła ani być posłuszny suwerenności i ustaleniom Boga, ani też nie chce czcić Boga jako Boga. Taki jest dzisiejszy stan człowieka” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ujawniały stan, w jakim naprawdę się znajdowałam, i sprawiły, że było mi strasznie wstyd. Wierzyłam w Niego tylko dla błogosławieństw, a choć ponosiłam koszty dla Boga, ostatecznie robiłam to tylko po to, by zostać przez Niego nagrodzoną. Służyłam Mu z zapałem, inwestując w wypełnianie swego obowiązku tak wiele czasu i energii, w nadziei, że Bóg mnie pobłogosławi i obdarzy swą łaską, i w końcu dostanę dobrze płatną posadę w branży, której dotyczyły moje studia. Wtedy zaś będę wiodła szczęśliwe życie i niczego nie będzie mi brakowało, i ani ja, ani moja rodzina nie będziemy już dłużej cierpieć. Tak właśnie myślałam, i taki był mój cel. Jednakże po ponad dwóch latach wiary w Boga te błogosławieństwa, do których uzyskania dążyłam, nadal się nie ziściły. Kiedy nie dostałam posady, którą miałam nadzieję otrzymać, opuścił mnie cały zapał do tego, by podążać za Bogiem i Mu służyć. Fakty te ukazały mi, że przez cały ten czas oszukiwałam Boga, usiłując robić z Nim interesy. Wyglądało to tak, jakbym ciężko dla Niego pracowała, uczęszczała na zgromadzenia i aktywnie wypełniała swój obowiązek, lecz tak naprawdę miałam swoje ukryte cele: chciałam zyskać więcej łaski i błogosławieństw od Boga. Oświecenie zawarte w słowach Bożych ukazało mi mój egoizm, wykazując, że myślałam tylko o sobie i swojej rodzinie, narzucając Bogu swoje wymagania i stawiając Mu wygórowane żądania. Wcale nie traktowałam Go jak Boga, i tak naprawdę wcale nie czciłam Boga w swojej wierze. Domagałam się od Niego zapłaty, jakby był moim dłużnikiem, każąc Mu obdarzać mnie szczególnymi łaskami i posługując się Nim do spełniania mych zachcianek. Bóg już dał nam życie i bez żadnych warunków obdarzył nas tak wieloma prawdami! Stał się ciałem i tak wiele wycierpiał, by zbawić nas, ludzi, skażonych przez szatana. A wszystko po to, abyśmy mogli zyskać prawdę, wyzbyć się skażenia i zostać w pełni zbawieni przez Boga. Boża miłość do nas jest przeogromna, i obdarzył nas tak wielką łaską! Ja jednak byłam ślepa na miłość Boga i w ogóle nie dbałam o Jego wolę. Umiałam jedynie stawiać żądania. Nie miałam rozumu ni sumienia! Słowa Boga zawsze ujawniają stany, w których rzeczywiście się znajduję. Jeśli będę wykorzystywać moje poświęcenia po to, by w zamian domagać się od Boga błogosławieństw, których pragnę, traktując mój obowiązek jak część jakiejś transakcji, tego rodzaju wiara i służba niczym nie będzie się różnić od pracy dla jakiegoś szefa w zewnętrznym świecie. Wówczas będzie to wszytko tylko po to, by dostać coś w zamian, i nie ma w tym za grosz szczerości. Później przeczytałam kolejny ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka”: „Bez względu na to, jak są wypróbowywani, wierność tych, którzy mają Boga w sercu, pozostaje niezmieniona, ale dla tych, którzy nie mają Boga w swoim sercu, gdy tylko dzieło Boże nie jest korzystne dla ich ciała, zmieniają swoje spojrzenie na Boga, a nawet odchodzą od Boga. Takimi są ci, którzy nie wytrwają do końca, którzy szukają tylko Bożych błogosławieństw i nie mają pragnienia, aby służyć Bogu i poświęcić się Mu. Tacy bezwartościowi ludzie zostaną wyrzuceni, gdy dzieło Boga dobiegnie końca i nie zasługują na żadne współczucie. Ci, którzy nie mają człowieczeństwa, nie są w stanie prawdziwie kochać Boga. Gdy środowisko jest bezpieczne lub gdy można osiągnąć zyski, są oni całkowicie posłuszni Bogu, ale gdy to, czego pragną, jest zagrożone lub ostatecznie odrzucone, natychmiast się buntują. Nawet w ciągu jednej nocy mogą przejść przemianę z uśmiechniętego, »życzliwego« człowieka w ohydnego i okrutnego zabójcę, traktując nagle wczorajszego dobroczyńcę jak śmiertelnego wroga bez widocznej przyczyny. Jeśli te demony nie zostaną wypędzone, demony, które zabiłyby bez mrugnięcia okiem, czy nie staną się źródłem skrytego zagrożenia?” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga mówią nam, że tylko ci, którzy mają w sercu miejsce dla Boga, potrafią wytrwać przy świadectwie pośród zsyłanych przez Niego prób, lecz ci, co nie mają Boga w sercu, myślą jedynie o własnych interesach. Kiedy zyskują jakieś wymierne, cielesne korzyści, zmuszają się do okazywania posłuszeństwa Bogu, ale kiedy tylko nie dostaną tego, czego chcą, zaczynają uważać Go za wroga, obwiniając Go i zdradzając. To właśnie tego rodzaju osób Bóg nienawidzi i wyeliminuje je, gdyż podobne są do demonów. Rozważając słowa Boga, zdałam sobie sprawę, że i ja byłam wszak kimś takim. Wierzyłam przecież właśnie dla błogosławieństw. Dopóki członkowie mojej rodziny byli zdrowi, a ja sama miałam dobrą pracę, byłam gotów ciężko pracować dla Boga. Jeśli jednak te sprawy nie układały się tak, jak chciałam, zbuntowałam się i zaczęłam narzekać na Boga. Nie miałam za grosz oddania i uległości wobec Niego. Zrozumiałam, że moja wiara w Boga nie była szczera; że oszukiwałam Boga i robiłam z Nim interesy, dla Niego zaś taka wiara nigdy by się nie liczyła. Bóg kompletuje właśnie grupę zwycięzców w dniach ostatecznych. Potrafią oni zwrócić się całym sercem ku Bogu i żyć tylko po to, by Mu zadośćuczynić. Gotowi są cierpieć dla Boga, i potrafią wytrwać pośród trudności, jak Hiob, aby świadczyć o Bogu. To ich właśnie Bóg na końcu udoskonali, i tylko oni zasługiwać będą na Jego pochwałę i błogosławieństwa. Hiob tak wiele wycierpiał, przechodząc próby, lecz nigdy nie obwiniał Boga o swe cierpienie. W gruncie rzeczy ani na chwilę nie zachwiał się w swej wierze w Boga, a kiedy stracił wszystkie swe dzieci i cały dobytek, wciąż potrafił chwalić imię Boże i podporządkowywać się władzy Boga. W ten sposób niósł o Nim donośne świadectwo. Dla porównania jednak ja byłam naprawdę daleka od spełnienia Bożych wymagań. Pewnego dnia przeczytałam następujący ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Wobec kogo jesteś lojalny?”. „Gdybym miał teraz położyć przed wami trochę pieniędzy i dał wam wolność wyboru – i gdybym nie potępił was za wasz wybór – wtedy większość z was wybrałaby pieniądze i porzuciła prawdę. Ci lepsi z was odrzuciliby pieniądze i niechętnie wybrali prawdę, podczas gdy ci pośrodku wzięliby pieniądze do jednej ręki, a prawdę do drugiej. Czy w ten sposób wasza prawdziwa natura nie stałaby się widoczna jak na dłoni? Wybierając pomiędzy prawdą i czymkolwiek innym, wobec czego jesteście lojalni, wszyscy dokonalibyście tego wyboru, a wasza postawa pozostałaby niezmieniona. Czyż tak nie jest? Czyż pośród was nie ma wielu, którzy wahali się pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe? W starciach pomiędzy pozytywnym i negatywnym, czarnym i białym, na pewno jesteście świadomi, jakich wyborów dokonaliście pomiędzy rodziną i Bogiem, dziećmi i Bogiem, pokojem i chaosem, bogactwem i ubóstwem, wysoką pozycją i przeciętnością, poczuciem przynależności i wykluczeniem itd. Wybierając pomiędzy szczęśliwą rodziną i rozbitą rodziną, z pewnością bez wahania wybraliście tę pierwszą; wybierając pomiędzy bogactwem i obowiązkiem, ponownie bez mrugnięcia okiem wybraliście to pierwsze, i brak wam nawet chęci, by powrócić do brzegua; wybierając pomiędzy luksusem i niedostatkiem, wybraliście luksus; wybierając pomiędzy waszymi synami, córkami, żonami, mężami a Mną, wybraliście tych pierwszych; a wybierając pomiędzy pojęciem i prawdą, ponownie wybraliście to pierwsze. W obliczu wszelakich waszych nagannych uczynków, zwyczajnie utraciłem wiarę, którą w was pokładałem. Po prostu zdumiewa Mnie, że wasze serca są tak oporne na to, by je zmiękczyć. Wygląda na to, że lata oddania i usilnych starań przyniosły Mi tylko wasze porzucenie i waszą rozpacz, lecz Moja nadzieja co do was rośnie z każdym mijającym dniem, ponieważ Mój dzień już dawno został w całości objawiony każdemu. Jednak wy upieracie się przy szukaniu rzeczy mrocznych i złych i nie chcecie wypuścić ich z ręki. A skoro tak, to jaki będzie wasz wynik? Czy kiedykolwiek starannie się nad tym zastanowiliście? Gdyby poproszono was, żebyście wybrali jeszcze raz, jakie byłoby wasze stanowisko? Czy ponownie wybralibyście »to pierwsze«? Czy wciąż przynosilibyście Mi rozczarowanie i godny pożałowania smutek? Czy wasze serca wciąż posiadałyby tylko odrobinę ciepła? Czy wciąż nie wiedzielibyście, co zrobić, by pocieszyć Moje serce? Co byście wybrali w tej chwili? Czy podporządkujecie się Mym słowom, czy raczej będziecie nimi zmęczeni? Mój dzień został objawiony waszym oczom, a to, przed czym stoicie, jest nowym życiem i nowym punktem wyjścia. Jednak muszę wam powiedzieć, że punkt ten nie jest początkiem nowego dzieła z przeszłości, ale raczej zwieńczeniem starego dzieła. Oznacza to, że jest to akt ostatni. Sądzę, że wszyscy rozumiecie, dlaczego ów punkt wyjścia jest wyjątkowy. Pewnego dnia, już niedługo, wszyscy pojmiecie jednak jego prawdziwe znaczenie. Przejdźmy zatem dalej i powitajmy nadejście finału!” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże były dla mnie wielce poruszające i zrozumiałam, że zdradzanie Boga rzeczywiście leży w ludzkiej naturze. Kochamy jedynie dobra materialne i pieniądze, status i sławę a nie miłujemy prawdy. Mimo iż nasza natura jest dla Boga odrażająca, nie zwraca On uwagi na nasze skażenie i skłonność do buntu, a patrzy na to, czy obecnie dążymy do prawdy, czy okazaliśmy skruchę i się zmieniliśmy. Bóg pragnie w pełni zbawić nas od wpływu szatana i wprowadzić do swego królestwa. Ja jednak nie ceniłam sobie Bożej łaski ani nie dążyłam do prawdy. Skupiona byłam na tym, by znaleźć dobrą posadę z wysoką pensją, pragnąc bogactwa i cielesnych wygód. Jakże byłam głupia! Jedynie prawda jest w stanie ocalić ludzi, obmyć nas z naszego skażenia, pozwolić nam odróżniać dobro i zło oraz uniknąć podstępów szatana i nie dozanć od niego krzywdy. Zrozumienie prawdy może nam pomóc poznać Boga, dowiedzieć się, jak żyć i jak odnaleźć sens ludzkiego życia. Uganianie się za pieniędzmi i dobrami doczesnymi oddaliłoby mnie jedynie od Boga, sprawiając, że byłabym tylko jeszcze bardziej zepsuta, chciwa i pobłażliwa dla siebie, tracąc tym samym szansę na zbawienie. Jak powiedział Pan Jezus: „Mówię wam też: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mt 19:24). Nadmiar bogactwa i nazbyt wygodne życie to niekoniecznie coś dobrego. Jak mówi Księga Przysłów: „I szczęście głupich zgubi ich” (Prz 1:32). Pan Jezus ostrzegał nas: „Nie troszczcie się więc, mówiąc: Cóż będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: W co się ubierzemy? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Wie bowiem wasz Ojciec niebieski, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6:31-33). Katastrofy cały czas przybierają na sile. Najważniejsze jest teraz, by wyposażyć się w prawdę i pracować ciężko przy wypełnianiu swego obowiązku. Pełniąc nasz obowiązek, musimy się starać odrzucić skażenie i podporządkować się Bogu, aby w Jego oczach stać się godnymi miana Jego stworzeń. Nic innego nie ma znaczenia ani wartości. Nauczyłam się też, że to, czy znajdę dobrą posadę, jest wyłącznie w rękach Boga. Byłam gotów podporządkować się Jego zarządzeniom i oddać się bez reszty w Jego ręce. Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych: „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka a tym, czy będzie on pobłogosławiony, czy przeklęty. Obowiązek to coś, co człowiek powinien wypełnić; jest to jego powołanie zesłane mu z nieba, a jego wykonywanie nie powinno zależeć od rekompensaty czy rozmaitych warunków bądź przyczyn. Tylko wtedy bowiem jest to wykonywanie swojego obowiązku. Być pobłogosławionym oznacza zostać udoskonalonym i cieszyć się Bożymi błogosławieństwami, doświadczywszy sądu. Bycie przeklętym oznacza, że usposobienie danej osoby nie ulega zmianie po tym, jak doświadczyła ona karcenia i sądu. Wówczas nie doświadcza ona również doskonalenia, lecz otrzymuje karę. Jednakże bez względu na to, czy zostaną pobłogosławione, czy przeklęte, istoty stworzone winny wypełniać swój obowiązek, robiąc to, co do nich należy i to, co są w stanie zrobić. Każda osoba, – osoba, która podąża za Bogiem – winna zrobić przynajmniej tyle. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed tym, że zostaniesz przeklęty. Pozwólcie, że coś wam powiem: wypełnianie swego obowiązku przez człowieka oznacza, że robi on to, co należy. Jeśli zaś nie jest w stanie swego obowiązku wypełnić, wówczas jest to jego buntowniczość” („Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Nauczyłam się z tego fragmentu, że bez względu na to, czy Bóg zsyła nam szczęście, czy nieszczęście, musimy wypełniać nasz własny obowiązek i Boże posłannictwo. Jesteśmy za to bezwarunkowo odpowiedzialni. Kiedy się nad tym zastanowić, to doświadczywszy kilku niepowodzeń w poszukiwaniu stałej i odpowiednio płatnej posady, popadłam w prawdziwe przygnębienie oraz zniechęcenie, i nie chciałam już wypełniać swego obowiązku. Nie było to właściwe podejście do jego pełnienia. Bóg mówi nam, że, jako Jego stworzenia, wszyscy mamy obowiązek robić to, co do nas należy. Bez względu na to, jak Bóg nas doświadcza – może odczuwamy słabość, albo nie pojmujemy Jego woli – musimy wypełniać swój obowiązek. Jesteśmy stworzeniami Bożymi, które winny bezwarunkowo podporządkowywać się Bogu. Nie mamy żadnego prawa czegokolwiek od Niego wymagać, albo próbować dobijać z Nim targu. Robienie tego, co do nas należy, to nasz święty obowiązek jako stworzeń Bożych, a jego wykonywania nie mogą zbrukać żadne transakcje! To najzupełniej słuszne i właściwe, taka jest naturalna kolej rzeczy, tak jak dzieci mają obowiązki względem rodziców. Potem zaczęłam znacznie poważniej podchodzić do swego obowiązku, i naprawdę zabrałam się za szerzenie dobrej nowiny. Żyjąc w ten sposób, odczuwałam przemożny spokój. Pewnego dnia zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną do szkoły. Była to naprawdę prestiżowa placówka, i wiedziałam, że będę miała wysoką pensję, jeśli dostanę tę posadę. Jednak w czasie rozmowy rzekłam w sercu do Boga: „Boże, to Ty wszystkim zarządzasz. Bez względu na to, czy dobrze wypadnę na tej rozmowie, czy nie, nie żądam od Ciebie, abyś dał mi tę posadę. Pragnę jedynie podporzdkować się Twoim zarządzeniom. Nawet jeśli nie dostanę tej pracy, nadal będę Cię chwaliła i wypełniała swój obowiązek”. Kiedy podano rezultaty części pisemnej, znalazłam się w pierwszej piątce kandydatów. Byłam bardzo szczęśliwa. Kilka dni później, po części ustnej, okazało się, że mnie nie wybrano. Pewien znajomy powiedział mi, że to jemu dano tę posadę, i choć cieszyłam się ze względu na niego, to jednak byłam nieco rozczarowana. Prosiłam Boga, by dał mi spokój ducha, i strzegł mego serca, abym potrafiła podporządkować się Jego władzy. Po modlitwie odczuwałam błogi spokój i tamtego popołudnia poszłam, jak zwykle, pełnić swój obowiązek. Wiedziałam, że gdyby Bóg chciał, abym pracowała w tej szkole, dostałabym tę posadę, a w innym wypadku nie mogłabym jej dostać, choćbym nie wiem jak ciężko harowała. Byłam pewna, że wszystko było w rękach Boga, a nikt wszak nie ma nad Nim władzy. Kiedy myślałam o tym w ten sposób, odczuwałam tę wewnętrzną siłę i motywację, i naprawdę chciałam wypełniać swój obowiązek bez względu na wszystko i wywiązywać się ze swych zadań. To prawdziwie mnie nauczyło, że te trudne okoliczności były w gruncie rzeczy Bożą łaską i błogosławieństwem. Bóg kazał mi przez to wszystko przejść, aby poddać próbie moją wiarę, i przekonać się, czy w trudnych chwilach będę w stanie dochować wierności Bogu. Konfrontacja z faktami pokazała mi, jak wypaczona była moja wiara, oraz że potrafiłam oszukiwać Boga. Wskazówki zawarte w słowach Boga pomogły mi zrozumieć siebie samą i zupełnie odwrócić kierunek moich błędnych dążeń. Nigdy nie zdołałabym zyskać tego wszystkiego, wiodąc wygodne życie. Jestem tak bardzo wdzięczna Bogu za Jego miłość! Przypisy: a. Powrócić do brzegu: chiński idiom oznaczający „zawrócić ze ścieżki nieprawości”.
zapytał(a) o 19:21 Wierze w Boga, ale nie w kościół. Dlaczego? Macie taką sytuacje, że wierzycie w Boga (i jesteś chrześcijaninem), ale za to nie wierzycie w kościół? Dlaczego warto wierzyc w kościół, a dlaczego nie warto chodzić do kościoła? ;3 Odpowiedzi Bo w kościele są złodzieje w sukienkach. Ja znam osobę, która wierzy, ale nie chodzi do kościoła z powodu ksieży. To chyba największy powód.:D єנσу мє odpowiedział(a) o 19:28 Wierze w Boga, w kościół nie bo: kościół zarabia na nas...ma większe wypłaty niż Twoi rodzice razem wzięci.. :> Kościół= złodzieje Ja wierzę i w to i w to i jest mi z tym doobrze :D i wydaja kupę kasy na kościoły zamiast np. dla biednych ludzi ,chorych i dzieciaki z domu dziecka -,- . złodzieje najwięcej zarabiają dzięki pokrzywdzonych ludzi przez los bo myślą ze taki facet w sukience im coś pomoże , to nadzieja czy naiwność ? współczuję im wera_159 odpowiedział(a) o 23:31 Ja wierzę w Boga ale absolutnie nie w kościół ...Oni bardzo lubią wmawiać cos ludziom .Dla mnie rad na temat życia może udzielac mi tylko bóg a nie ksiądz co tak na prawdę [CENZURA] wie o życiu bo całe zycie miał dobrze ...! Wierzę w Boga i chodzę do Kościoła bo taka byla wola BogaSą tacy co nie chodza do Kościoła o im sie nie chce, po prostu maja to gdzieśA są tacy co ,,boją'' się księżyJa w swojej parafi mam księrzy super - ekstra więc nie wiem jak mają ci którzy w Kościele maja troche gorszych księrzy Uważasz, że ktoś się myli? lub
nie wierze w kościół