Propozycja na zaplanowanie 5 dni w Izraelu, część 2, czyli z Jerozolymy nad Morze Martwe i dalej na południe, aż do Ejlatu. Pierwszy premier Izraela - Dawid Ben Gurion odczytujący Deklarację Niepodległości w Tel Awiwie, 14 maja 1948 roku. foto: wikipedia/Rudi Weissenstein/domena publiczna Hamas chce przedłużenia rozejmu w wojnie z Izraelem o 2-4 dni w zamian za uwolnienie kolejnych zakładników, którzy zostaliby wymienieni na palestyńskich więźniów - ogłoszono w oświadczeniu. maj – wrzesień. listopad – marzec. średnia temperatura 26°C. średnia temperatura 14°C. od kwietnia do czerwca możliwe okresowe skoki do 30-40°C ze względu na gorące powietrze z Egiptu. od grudnia do lutego najbardziej deszczowo, średnio 127 mm / miesięcznie. Izrael zaproponował Hamasowi opcję przedłużenia rozejmu, który rozpoczął się w piątek i który ma zakończyć się we wtorek o godzinie 7:00 (6:00 czasu polskiego) - poinformował w Rada Legislacyjna Hamasu została zajęta przez izraelskich żołnierzy 13. batalionu dwa dni temu. Hamas zrzucił winę za wybuch w szpitalu na Izrael - przypomniała agencja Reutera. Izrael w czerwcu - oferty wakacji z Biurem Podróży ITAKA. Wczasy i wycieczki w Izraelu - czerwiec 2023! 21.03 - 28.03.2021 (7 dni) Warszawa All Inclusive. iGn8AKl. Informacje o wycieczce Już za niecały miesiąc możesz wypoczywać na bajecznych plażach Izraela. Łap tanie loty z Krakowa do Tel-Awiwu i pakuj walizki już dziś. Na co czekasz? Rezerwuj teraz! Nieziemskie plaże, niesamowita pogoda oraz ciepłe morze – czego chcieć więcej? Weź koc, tablet/książkę i ciesz się spokojnym odpoczynkiem. Koniecznie wybierz się na Starą Jaffę, obejrzyj fantastyczne ekspozycje muzeów i poznaj niesamowitą historię tego regionu. Nie przegap genialnej, lokalnej kuchni. Wybierz się na Targ Karmel i zachwyć się zapachem owoców i warzyw oraz aromatem przypraw. Skosztuj przepysznych dań z tutejszego mięsa. Fantastyczna oferta last minute jest na wyciągnięcie ręki! Trasa Kraków – Tel-Awiw odbywa się na pokładzie linii Ryanair. Korzystnym połączeniem między lotniskiem a centrum miasta jest kolej. Cena biletu wynosi 14 zł. Czas przejazdu to 20 min. Dobrze oceniany hostel położony w fantastycznej lokalizacji. Goście doceniają niesamowity klimat obiektu oraz sympatyczną obsługę. Na terenie hostelu dostępne jest bezpłatne Wi-Fi. Koszt wycieczki przy założeniu 2 podróżujących i jedynie z bagażem podręcznym. Źródło zdjęć: Oferta ważna na dzień: 2018-09-17 Wyjazd do Izraela zorganizowaliśmy dosyć spontanicznie, bowiem pojawiły się promocyjne bilety na trasie Katowice - Tel Aviv, które udało się kupić za 350 zł. Co prawda nie jest to najniższa do uzyskania cena, lecz wszystkim pasował termin, dlatego 7 grudnia wylecieliśmy w poszukiwaniu słońca i przygód Naszą podróż przyświecał jeden cel: wydanie jak najmniej gotówki. Staraliśmy się nie korzystać z publicznego transportu, nie spaliśmy w hotelach ani po campingach, jedzenie zabraliśmy z Polski. Izrael niestety jest bardzo drogim krajem, dla przykładu chleb w Eilacie, turystycznym kurorcie na południu kraju, kosztuje 12 zł, wodę mineralną odnajdywaliśmy nieraz nawet za 20 zł. Warto szukać jedzenia w supermarketach, jest o wiele taniej. Lotnisko Ben Gurion jest bardzo duże i łatwo tam się pogubić, zwłaszcza, że są 3 terminale, na jeden trzeba wręcz dojechać shuttle busem, jadąc 15 minut. Z lotniska wyszedłem po 1,5 godziny, bowiem zabrano mnie na długie przesłuchanie w sprawie posiadania wizy irańskiej w paszporcie. Przesłuchanie wyglądało jakby mnie posądzano o szpiegostwo, zadając bardzo szybko mnóstwo pytań w stylu: Co robiłeś w Iranie, kiedy tam wjechałeś, kogo tam znasz, podaj numery, adresy, konta na facebooku, po co tam pojechałeś, itp. Pierwszym celem był Tel Aviv, do której było około 25 km. Podzieliśmy się na pary i zaczęliśmy stopować, mi udało się po 30 minutach zatrzymać człowieka, który choć nie jechał do miasta, zgodził się nas tam podrzucić z własnej woli. Autostop w Izraelu jest bardzo łatwy, więc polecam ten środek transportu. Zwiedziliśmy nocą miasto, które nie zachwyca specjalnie. Warto przejść się wybrzeżem na Starą Jaffę, zabytkową dzielnicę leżącą bezpośrednio nad Morzem Śródziemnym. Nocleg udało się załatwić przez portal Couchsurfing, więc nie płaciliśmy za spanie w centrum miasta : ) Drugiego dnia postanowiliśmy skorzystać z autobusu, żeby dostać się do Jerozolimy. Koszt około 20 zł, a oszczędza się mnóstwo czasu. W Jerozolimie również mieliśmy darmowy nocleg, zostawiliśmy plecaki i udaliśmy się na zwiedzanie starego miasta. Jest olbrzymie, dzieli się na 4 dzielnice i łatwo się tam pogubić. Byliśmy również na Wzgórzu Oliwnym o zachodzie słońca i pospacerowaliśmy po arabskiej części miasta. Następnym celem było Morze Martwe, do którego bardzo szybko złapaliśmy stopa. Na kąpiel polecam miejscowość Ein Gedi, dostępne są darmowe prysznice i cała infrastruktura. Z Ein Gedi złapaliśmy transport do Masady, starożytnej osady żydowskiej, ulokowanej na wielkim płaskowyżu. Mieliśmy olbrzymie szczęście, bowiem... kierowca był menadżerem całego ośrodka i załatwił nam darmowe bilety wstępu i darmowy wjazd kolejką na górę! Osada robi wrażenie, punkt obowiązkowy podczas wizyty w Izraelu. Jednak to nie był koniec niespodzianek, po zwiedzaniu zaproszono nas do restauracji i... szwedzki stół był nasz, również za darmo! Limit szczęścia jednak się nie wyczerpał na ten dzień, zaczęło robić się szaro i postanowiliśmy szukać noclegu. Zauważyliśmy hotel, obok którego była budowana część, idealnie nadająca się na nocleg na karimatach w śpiworach. Postanowiliśmy spytać recepcjonistkę o zgodę, jednak od razu odmówiła. Zaczęła jednak się dopytywać o naszą podróż, gdy dowiedziała się, że zamierzamy spać gdzieś na pustyni i nie mamy funduszy na hotel, tak się przestraszyła, że... udostępniła nam 6 osobowy pokój za darmo! Warunkiem było opuszczenie lokum do 6 rano. Tyle wygrać!Po zainstalowaniu się w naszym pokoju, poszliśmy na nocny spacer po pustyni, połączony z wejściem na górę naprzeciwko Masady. Roztaczał się z niej widok na Morze Martwe, nad którym co kilkanaście minut przelatywały, patrolujące granicę z Jordanią, myśliwce izraelskie. Rano szybko się ewakuowaliśmy i rozpoczęliśmy łapanie stopa do Eljatu, kurortu nad Morzem Czerwonym. Poszedł bardzo sprawnie, więc po kilku godzinach leżeliśmy już na plaży w 25 C. Wypożyczyliśmy również sprzęt do nurkowania, bowiem w Morzu Czerwonym spotkać można rafy koralowe. Pierwszy raz miałem okazję nurkować wśród raf koralowych, niezapomniane wrażenia! Wieczorem spacerowaliśmy deptakiem wzdłuż wybrzeża i zrobiliśmy sobie ognisko pod granicą jordańską, nieopodal pola minowego Nocleg znaleźliśmy w opuszczonym budynku, 20 metrów od morza. Czas jednak nieubłagalnie leciał i następnego dnia trzeba było wrócić, 300 km na północ, do Tel Avivu. Również i tym razem błyskawicznie udało się złapać stopa, przejechaliśmy całą pustynię Nagew. Pod koniec wyjazdu pogoda zaczęła się psuć, przy wylocie bardzo mocno padało, w Jerozolimie spadł śnieg, powodując chaos komunikacyjny, a droga na południe została zalana przez lawiny błotne. Prawdopodobnie nie udałoby się wrócić na samolot, gdybyśmy postanowili wracać dzień później. Szczęśliwie jednak wróciliśmy do Katowic, przywożąc ze sobą 11 kilogramów pomarańczy, mandarynek i grejpfrutów, które wywołały olbrzymi śmiech ochrony podczas kontroli. Zdziwieni pracownicy zadali nam kilka pytań, z które "To Wy nie macie pomarańczy w Polsce?" było najbardziej pocieszne Podsumowanie:Data: 7 - 12 grudniaKoszt biletów: 350 zł/ osobaKoszt przygotowań: 50 zł ( jedzenie )Koszt na miejscu: 100 zł ( 20 zł bus, 17 zł pociąg Tel Aviv-lotnisko, 20 zł opłaty za wymianę $ na lotnisku - nie polecam tam wymieniać pieniędzy!, pamiątki, drobne jedzenie )Trasa: Tel Aviv - Jerozolima - Ein Gedi - Masada - Eljat - BeerSheva - Tel AvivOkoło 600 km, w tym 500 : ) Bagaż i ubezpieczenie wykupione, my odprawieni. Decyzja zapadła – jedziemy do Izraela. Wybaczcie krótki i niezbyt składny post, ale piszę go na szybko, bo za niecałą godzinę ruszamy na lotnisko. Sytuacja na miejscu jest delikatnie mówiąc napięta, ale na wyjazd zdecydowaliśmy się świadomie. Dokładnie przeanalizowałam sytuację od stycznia bieżącego roku – dzień po dniu. Wypytałam o wszystko znajomych, którzy tam w tym roku zawitali. Być może zrezygnowalibyśmy z tego wyjazdu, gdyby nie poniesione koszty, ale jednak po długich dyskusjach z ostatnich dni i z połowy ostatniej nocy, zdecydowaliśmy się podjąć to ryzyko. Wyjazd zapowiadał się intensywnie, zaplanowana wcześniej trasa wyglądała mniej więcej tak: Już wiem, że części planu nie da się zrealizować ze względów bezpieczeństwa. MSZ wydało wczoraj po południu ostrzeżenie – MSZ odradza podróże do Strefy Gazy i jej okolic (w promieniu 40km), a także ostrzega przed podróżą do Jerozolimy Wschodniej. Odradzane są także wizyty w palestyńskich miastach. W naszych wstępnych planach było Betlejem, ale już kilka dni temu je wykreśliliśmy. Do palestyńskich przejść granicznych również nie mamy zamiaru się zbliżać. Plan będzie musiał ulec zmianie, ale modyfikować go będziemy na miejscu – w zależności od sytuacji. Równie dobrze może się skończyć na tym, że cały urlop spędzimy nad Morzem Czerwonym. Wszystko okaże się na miejscu. Relacja z wyjazdu do Holandii, Belgii, Paryża i Luksemburga będzie musiała poczekać do mojego powrotu :) W miarę możliwości spróbuję co nieco napisać. Szukajcie informacji na fb albo tu na stronie. Trzymajcie za nas kciuki, módlcie się – jak wolicie. Do następnego wpisu! Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 20 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia. Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot... ... wypożycz samochód... ... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem! Nawigacja wpisu 2 tygodnie temu wróciłam z niezbyt długiej wycieczki po Izraelu. Za wszelką cenę chciałam odwiedzić ten kraj jeszcze tej wiosny, więc pomiędzy zobowiązaniami związanymi z pracą wyrwałam się na 4 dni do tego niezwykłego miejsca łączącego w sobie kulturę i kuchnie z naprawdę wielu stron świata. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na ziemi, gdzie wpływ na osobowość mieszkańców i ich talerze ma tak wiele czynników. W Izraelu zakochałam się od razu. I chociaż 3 dni przed wylotem trzęsłam się jak galaretka słuchając wieści o atakach rakietowych ze Strefy Gazy, odważyłam się tam pojechać i to była naprawdę dobra decyzja! Czułam się tam naprawdę bezpiecznie, no może poza jedną sytuacją, o której opowiem Wam nieco później. Widok na Tel Awiw z pokładu samolotu Dodam tylko na wstępie, że po długich dywagacjach z Piotrem i znajomymi, okazało się, że tylko ja mam takie aspiracje, aby wiosną odwiedzić Izrael. Kierując się zasadą „nie uzależniaj swoich planów od decyzji innych osób” postanowiłam działać. Wrzuciłam na grupie informację, że szukam kompanów podróży i tak znalazłam Olgę. Zupełnie nieznajomą osobę, która postanowiła polecieć ze mną tak daleko licząc na to, że jakoś się dogadamy. Lepiej trafić nie mogłam okiem dietetyka w Tel Awiwie Serio, to był dramat, bo okazało się, że kupiłam bilety w terminie, w którym miałam zaplanowane aktywności zawodowe, których nie dało się przesunąć. Jak do tego doszło, naprawdę nie wiem, ale szczęśliwym trafem okazało się, że nawet w takich liniach lotniczych istnieje coś takiego jak 24 lub 48-godzinny okres karencji po zakupie biletów. Tak więc Olga mnie nie udusiła, znalazłyśmy nowe bilety w podobnej cenie i po długich bojach na chacie Ryanaira udało się zmienić termin na wcześniejszy, z tym, że powrót do Polski zmieniłyśmy na Kraków zamiast Poznania. Decyzja była uwarunkowana tym, że bilet kosztował zdecydowanie mniej. Kraków widziany z lotu ptaka. Po 5 dniach na pustyni żółty kolor cieszy podwójnie. Wracając do transportu, z lotniska (wtorek) wyruszyłyśmy transportem publicznym, czyli busem, który podwiózł nas niemal na miejsce pierwszego noclegu. Kosztowało nas to niecałe 10 szekli. Pierwszą dobę spędziłyśmy w Tel Avivie. Od środy miałyśmy już zabukowane auto i poza Tel Avivem poruszałyśmy się już wyłącznie samochodem. To właśnie dzięki 4 kółkom udało nam się zobaczyć tak dużo. Koszt wynajmu auta na 3 doby to to około 800 zł. Do tego dochodzi koszt paliwa (na 1000 przejechanych kilometrów wyszło około 350 szekli, litr paliwa około 6,30, czyli minimalnie drożej niż u nas) oraz zwrotna kaucja (185 dolarów). Auto było dosyć dużym kosztem w zestawieniu naszych wydatków, bo koszt podzieliłyśmy na dwie osoby. Niestety nie udało nam się znaleźć nikogo do kompletu, ale jeśli będziecie podróżować w 4-5 osób to samochód wychodzi o wiele taniej niż komunikacja zbiorowa. Nasze auto Olga wypożyczyła z firmy Hertz. Niezawodny żuczek <3 Jedyny problem z autem był taki, że tankowanie w Izraelu to ciężki kawałek chleba. Na stacjach benzynowych prawie nikt nie mówi po angielsku, a automaty do tankowania mają wyłącznie hebrajskie napisy. W dodatku trzeba mieć jakiś specjalny numer ID, aby wg zatankować samochód. Niestety nikt nie był w stanie nam wyjaśnić jaki to numer i skąd ma go wziąć turysta. Ostatecznie tankowałyśmy na cudze kody, bo inaczej się tego fizycznie zrobić nie dało ;) Drogi w Izraelu są w naprawdę świetnym stanie. Poruszanie się poza miastem było naprawdę przyjemne i bezproblemowe. Nie polecamy jednak wjeżdżania do starych części miasta, gdzie uliczki są takie wąskie, że można się nieźle poobijać. Lepiej zaparkować nieco dalej i przejść się piechotą niż zostać zastawionym przez innego frywolnego uczestnika ruchu drogowego. W związku z faktem, że lot powrotny miałyśmy w sobotę, czyli szabat, a w Izraelu nie funkcjonuje komunikacja miejska w tym dniu, zdecydowałyśmy się, aby oddać auto na lotnisku. Zwrot samochodu odbył się bez problemów, bardzo szybko. Na lotnisku byłyśmy 2 godziny przed odlotem i cała procedura kontroli granicznej przeszła sprawnie, choć nie ukrywam, że była bardzo szczegółowa. Waluta i ceny w Izraelu Tak jak już wspomniałam, w Izraelu płaci się Nowymi Szeklami Izraelskimi (NIS). Szekle można wymienić już w Polsce, ale kurs wymiany jest zdecydowanie niekorzystny. Ja nie chciałam się bawić w podwójną wymianę, więc kupiłam szekle za zł. Dla porównania Olga korzystając z karty Revolut miała zdecydowanie lepsze warunki przewalutowania. Na forum czytałam też, że wiele osób wymienia w Polsce złotówki na dolary, a za granicą dopiero wymienia je na szekle. Podobno opłaca się bardziej, szczerze mówiąc nie sprawdzałam tego dokładnie, bo wolałam to załatwić w Polsce i mieć czystą głowę. NIS – Nowy Szekl Izraelski, bardzo mnie to rozczulało, że 10 szekli to wciąż moneta Przed wyjazdem wiele osób straszyło mnie cenami w Izraelu, tymczasem w większości miejsc w Europie ceny są zdecydowanie wyższe. Jeśli ktoś chce wyjechać do Izraela i zrobić to niskobudżetowo, da się. Ja wymieniłam 1000 zł na szekle i powiem szczerze, że gdyby nie fakt, że kupiłam mnóstwo pamiątek dla rodziny i produktów spożywczych, to udałoby mi się spędzić te 4 dni za połowę tej kwoty. Przykładowe ceny: spore pudełko hummusu – 10 szekli, opakowanie oliwek – 15 szekli, 10 świeżych, dużych chlebków pita – 10 szekli, butelka wody – 4 szekle, hummus w restauracji – 16-22 szekle, sabich – 16-25 szekli, pita z falafelem – 20-25 szekli, jagnięcina – 50-75 szekli, pół kilograma chałwy – 20 szekli, sok ze świeżych pomarańczy – 10 szekli, sok z granatu – 12-15 szekli. Naprawdę w Izraelu da się jeść niedrogo, bo jest mnóstwo bezmięsnych i street foodowych opcji. Jeśli ktoś nie ma aspiracji, aby codziennie jeść górę mięsa czy chadzać do ekskluzywnych restauracji, z pewnością naje się do syta za 60-70 zł dziennie. Noclegi z Wszystkie noclegi rezerwowałam za pośrednictwem Jedne były ok, inne nieco mniej, ale generalnie wyszłyśmy z założenia, że nie mają być to instafriendly miejsca, bo będziemy tam tylko spać i z samego rana pakować się do wyjścia. Jeśli chcecie zarezerwować te noclegi przez booking zachęcam do wykorzystania mojego kodu polecającego: d4943eae. Wy dostaniecie 50 zł zwrotu za rezerwację na konto, a ja 50 zł do wykorzystania na kolejne pokoje. Pierwszy nocleg był w Tel Avivie w Meir’s Florentine Room (TUTAJ). Jest to prywatna kwatera wynajmowana turystom. Nie ma tu recepcji, klatka schodowa straszy i dzieli się łazienkę oraz kuchnię z innymi pokojami. Sam pokój był super, ale łazienka mogłaby być bardziej ogarnięta ;) Lokalizacja dobra. Na jeden przystankowy nocleg można się skusić, ale na dłuższy pobyt nie polecam. Koszt około 300 szekli. Tutaj do dyspozycji było podwójne łóżko i jedno łóżko nocleg zarezerwowałyśmy w miejscowości Arad w House of Art (TUTAJ). Miejsce na pierwszy rzut oka wygląda na ekscentryczne, ale to był zdecydowanie najlepszy nocleg na wyjeździe. Spałyśmy u starszego małżeństwa, które było dla nas tak miłe, że miałam wrażenie, że odwiedzam moją dawno nie widzianą rodzinę, a nie obcych ludzi. Właścicielka trochę z nami poplotkowała, bo miała świetny angielski, przyniosła nam do kawy daktylowe ciasteczka. Właściciel niestety nie znał angielskiego zbyt dobrze, ale dzięki jego pasji do rzeźby w metalu zrobiłam idealne zdjęcie wchodu słońca w orłem w tle. Gorąco Wam polecam to miejsce, jeśli chcecie uniknąć komercyjnego Ein Bokek, a szukacie noclegu blisko Morza Martwego. Koszt tego noclegu to około 370 szekli. Tutaj były 2 pokoje (sypialnia i salon z rozkładaną kanapą), zadbana łazienka i aneks kuchenny z ekspresem do kawy, lodówką i czajnikiem. Trzeci nocleg zaplanowałam blisko Timna Park, czyli w miejscowości Be’er Ora (TUTAJ). To mała miejscowość po środku niczego jest zamknięta z każdej strony bramą. Wjeżdżałyśmy tutaj późno w nocy, ale właściciel zostawił nam otwarte drzwi pokoju i poinstruował telefonicznie naprawdę świetnym angielskim jak trafić na miejsce. Było czysto, wygodnie i blisko do Parku Narodowego. Nocleg naprawdę dobrze sprawdzi się dla kogoś kto chce się wybrać do Timny. Na terenie parku jest też Camping, ale ta opcja nas nie noclegu nie rezerwowałyśmy z wyprzedzeniem, tylko spontanicznie, już na miejscu. Okazało się, że zdążymy na chwilę wpaść do Jerozolimy i zobaczyć stare miasto w czasie szabatu. Zarezerwowałyśmy zatem nocleg w jakimś tanim hotelu. Cena była dobra, łazienka czysta, śniadanie poprawne, zatem jeśli nie szukacie cudów to możecie zajrzeć TUTAJ. To jakieś 25 minut piechotą od starego miasta. Plan naszej wycieczki Bardzo nam zależało, aby upchnąć w tych 4 dniach jak najwięcej miejsc i wrażeń i nie stracić ani chwili na bezproduktywne działania czy odwiedzanie miejsc, które wcale nas nie interesują. Wiem, że sporo osób kojarzy Izrael z ziemią świętą i zabytkami, ale tak naprawdę ani ja ani Olga nie miałyśmy aspiracji, aby wchodzić do każdej świątyni. Nas bardziej interesowała natura, klimat i dobre jedzenie. Trafił swój na swego. Co ciekawe termin naszego wyjazdu obejmował 3 dni świąteczne ;) Przewodnik po Izraelu utopił się w Morzu Martwym Dzień 1 – wtorek ( – Memorial Day / Jom ha-Zikkaron lądowanie w Ben Guriona około 17:00 czasu lokalnegotransport autobusem do Old Jaffynocny spacer nad Morze Śródziemne w okolice latarni morskiejwszystkie sklepy były wtedy zamknięte – zostałam z paczką orzeszków w kraju, który miał mnie zachwycić smakiemnocleg w Meir’s Florentine Dzień 2 – środa ( – Independence Day / święto odzyskania niepodległości przez Izrael wczesna pobudka w poszukiwaniu jedzenia (walizki zostawiłyśmy w wynajmowanym pokoju, ponieważ była taka możliwość, aby odebrać je później)pieszy spacer w kierunku Starej Jaffy (tutaj warto się po prostu zgubić i poskręcać w różne dziwne uliczki w poszukiwaniu murali, rzemieślniczych sklepów z obrazami, wpływów greckich na architekturę tego miejsca)śniadanie na tyłach Pchlego Targu (sabich)pieszy spacer po porcie rybackim, wędrówka promenadą (tutaj super by się sprawdził rower lub hulajnoga)obiad w Hummus Kiki (polecone przez koleżankę cudowne jedzenie!) – tutaj próbowałyśmy jagnięciny, fallafela, hummusu z musabahą, sałatki izraelskiej i świeżutkiej pity. Lokalizację miejsca i menu znajdziesz TUTAJ. W tym miejscu pozytywnie zaskoczył mnie pewien dodatek do hummusu, który zmienia smak o 180 stopni. Mianowicie czosnek smażony z cytryną. To moje nowe uzależnienie!chillowanie nad Morzem Śródziemnymodbiór samochodu i dojazd autem na Carmel Market (Uwaga! Nie polecam wjeżdżania blisko targu samochodem, uliczki są dramatycznie wąskie!). Tutaj zrobiłyśmy solidne zakupy na najbliższą kolację i jutrzejsze śniadanie oraz kupiłyśmy trochę przypraw. Nie liczyłam dokładnie kosztu zakupów, ale kupiłyśmy tutaj świetny, gęsty i kremowy hummus za 10 szekli, 10 chlebków pita za 10 szekli, ogromne pudełko truskawek, nieśplik japoński i ćwierć wielkiego arbuza za 40 szekli, trochę ogórków, pęk kolendry i daktyle. Jedzenia było naprawdę dużo i wystarczyło nam na cały dzień. Dzięki tej babeczce od hummusu w końcu wiem jak hummus smakować powinien i już nigdy nie dodam do niego oliwy. Hummus to tylko ciecierzyca, tahini, czosnek, cytryna, woda i sól. Nawet nie dodaje się kuminu ani zataru. Wszystkie dodatki smakowe można podać na górze. To co mnie zaskoczyło w Izraelskiej kuchni to to, że w wielu miejscach podaje się do hummusu smażone grzyby albo jajko gotowane na twardo, a fallafele zawsze są mega soczyste! Mogłabym tam jeść bez przerwy. Jedną z najbardziej emocjonujących wydarzeń podczas wyjazdu spotkało nas właśnie podczas zakupów. Zaczęła wyć syrena, na dźwięk której cały tętniący życiem targ zamarł w bezruchu na 2 minuty. Handlarze stanęli na baczność i przestali obsługiwać klientów. Po 2 minutach wszystko wróciło do normy. Nie mogłyśmy sobie wymarzyć lepszego miejsca, aby poczuć ten kontrast tak walizek z Old Jaffy i wyjazd w kierunku Morza Martwego. zdecydowałyśmy się na trasę bezpłatną drogą wiodącą przez Autonomię Palestyńską, która jest pod kontrolą Izraela. Droga była w idealnym stanie, kontrola obejmowała jedynie szybkie pytanie „skąd jesteście” i „miłej drogi”, a widok na zachód nad pustynią i Morze Martwe był naprawdę zachwycający. Świetne wrażenie robi też zjeżdżanie samochodem w depresję Morza Martwego. Czuć w uszach zmieniające się ciśnienie, a wokół na bezkresie pustyni można doszukiwać się dzikich kóz oraz liczyłyśmy na to, że uda nam się upchnąć tego dnia jeszcze jedną atrakcję, niestety musiałyśmy pędzić, aby zdążyć na drugi nocleg w miejscowości Arad. Do 20:00 trzeba się było zameldować na miejscu, więc ominęłyśmy całe Morze Martwe i przerzuciłyśmy plany na namową naszych hostów wyszłyśmy wieczorem na obchody święta niepodległości (miałyśmy okazję zobaczyć dzieci pryskające w siebie pianką, inne dzieci naparzające się dmuchanymi młotami z flagą Izraela, koncert izraelskiego disco i fajerwerki) – no cóż, to zdecydowanie nie mój klimat, szybko się z tego miejsca ewakuowałyśmy, być może odbiór był kwestią tego, że to małomiasteczkowa impreza. Podejrzewam, że w Tel Avivie opcje spędzenia tego czasu byłyby w House of Art w miejscowości Arad Dzień trzeci – czwartek ( pobudka o 5:00 na wchód słońca nad pustynią Nagevśniadanie na świeżym powietrzu z widokiem na pustynię i Morze Martwewymeldowanie z House of Artdojazd samochodem na teren rezerwatu Ein Gedi, czyli swego rodzaju oazy z wielopoziomowym wodospadem. Zdecydowanie warto tutaj przyjechać z samego rana, bo już od 11:00 zagęszczenie turystów bardzo utrudnia zrobienie pięknych zdjęć i odpoczynek. Warto tutaj zabrać ze sobą wygodne, stabilne buty, strój kąpielowy, ręcznik i buty do chodzenia w wodzie. W tym miejscu doświadczyłam jedynej nerwowej sytuacji podczas całego wyjazdu. Podczas naszej wizyty przeleciały nad nami bardzo nisko samolot osobowy i dwa myśliwce robiąc okropny huk. Myślałam, że nas bombardują, ale zaraz potem pomyślałam, że nawet jeśli to ładniejszego miejsca na ostatnie chwile życia nie mogłam sobie wymarzyć. Na szczęście nie było to nic złego, a huk w dużej mierze wynikał z faktu, że z każdej strony były wysokie skały, a to spotęgowało echo. Wycieczka po parku zajęła nam około 2 godziny, a wejście kosztowało około 25-30 przystanek do Masada. Płaskowyż z ruinami twierdzy sprzed ponad 2000 lat. Z góry rozpościera się oszołamiający widok na miętowy kolor morza martwego i bezkres pustyni. Aż ciężko sobie wyobrazić, że w tak niedostępnym miejscu ludzie stworzyli tak zaawansowaną osadę. Wjazd na Masadę w jedną stronę to dla osoby dorosłej koszt około 50 NIS. W dół zaszłyśmy ścieżką Snake Path. Zajęło to około 40 minut. Ścieżka była bardzo kręta i monotonna. Na górze byłyśmy niedługo, ale można było przesiąknąć klimatem twierdzy na płaskowyżu i docenić jej monumentalność. Polecam szczególnie fanom wykopalisk i historii starożytnej. ostatni przystanek tego dnia to Ein Bokek nad Morzem Martwym. Większość plaż jest tam płatna, ale jest też jedna całkowicie darmowa, ale posiadająca przy tym otwartą infrastrukturę sanitarną. Prysznic po kąpieli w morzu martwym jest obowiązkowy, bo wysuszona sól bardzo podrażnia skórę. Polecam zabrać też buty do chodzenia w wodzie. Ja niestety nie miałam i skończyło się to krwawiącymi otarciami o kryształy soli. Generalnie kąpiel w Morzu Martwym jest przyjemna o ile nie masz żadnych ranek i zadrapań. Golenie nóg i pach lepiej wykonać 2 dni wcześniej, aby skóra mogła się zregenerować. W Ein Bokek można też kupić błoto z Morza Martwego i zrobić sobie spa za 10 NIS pod gołym niebem. Podczas kąpieli w tym mocno zasolonym jeziorze warto poszukać wysp solnych. Bardzo instagramowe miejsce to solna wyspa z zasuszonym drzewem. Niestety bez butów i wodoodpornego pokrowca na telefon dopłynięcie tam nie było możliwe. Tak czy inaczej w godzinach popołudniowych takie miejsca są bardzo mocno oblegane, wiec jeśli ktoś marzy o fotce życia to pobudka o 6 rano zjadłyśmy w bardzo hmmm… specyficznym miejscu. Jedyne budżetowe miejsce w Ein Bokek jakie znalazłam to namiot z jedzeniem nazywający się Taj Mahal. Niech Was nazwa nie zmyli, knajpa nie miała nic wspólnego z indiami poza wystrojem. Ewidentnie nikt tam nie ogarniał, ale jedzenie było przyzwoite. Palony bakłażan z tahiną i cytryną, 3 pity, hummus z shoarmą i sałatka wystarczyły na nas dwie w zupełności. po posiłku ruszyłyśmy w dosyć długą, prostą drogę na południe w kierunku miejscowości Be’er Oranocleg w Dodek w miejscowości Be’er Ora Dzień czwarty – piątek ( o zachodzie słońca rozpoczyna się szabat rano ogarnęłyśmy walizki i bez śniadania pojechałyśmy do Eilatuśniadanie na plaży Mosh Beach oddalonej maksymalnie na zachódpo śniadaniu pojechałyśmy do Red Canyon. To taka namiastka Stanów Zjednoczonych i Wielkiego Kanionu. Polecam to miejsce z całego serca. Robi wrażenie. W okolicy nie ma w zasadzie innych atrakcji, ale warto tam pojechać, aby zobaczyć co potrafi wyrzeźbić celem był Park Narodowy Timna. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym jak doskonałą infrastrukturą turystyczną zarządzali. W ramach biletu wstępu dostałyśmy mapkę z przewodnikiem w języku polskim, pracująca tam Pani wyjaśniła nam trasy i poleciła najlepsze na taką ilość czasu jaką dysponujemy, obejrzałyśmy krótki film dokumentalny w specjalnej sali kinowej o tym jak wyglądały kopalnie miedzi w starożytności, a w ramach pamiątki dostałyśmy do napełnienia buteleczki kolorowego piasku. Samo miejsce można zapewne zwiedzać przez 2-3 dni, ale nawet kilka godzin z autem i dobrymi butami pozwoli nam zobaczyć Filary Salomona, grzyby skalne, stado kozic i starożytne kopalnie. Na terenie parku jest też oaza, w której można trochę odpocząć, zjeść pysznego fallafela i napełnić butelki kolorowym piaskiem. Jest też tutaj sklep z pamiątkami. Koszt wejścia na teren parku to około 50 autem do Jerozolimy drogą przez Autonimię Palestyńską. Było to w trakcie Szabatu, więc teoretycznie ryzykowałyśmy, oberwanie kamieniem, ale nic złego się nie stało. nocleg w hotelu Commodore Dzień piąty – sobota ( – szabat śniadanie w hotelupieszy spacer na teren starego miasta w Jerozolimiespokojne, zadbane i czyste dzielnice żydowskie skonfrontowane z targowiskiem pełnym okropnych zapachów, śmieci i hałasu w części muzułmańskiej. Hałas i tłok całkowicie zniechęciły mnie do dalszego eksplorowania tych rejonów. Rażące było to, że na trasie drogi krzyżowej były tylko chińskie gacie, plastik i tandeta… Kupiłyśmy chałwę, kawę, przyprawy, pamiątki i sok ze świeżych pomarańczy i udałyśmy się w kierunku ściany płaczu to chyba jedyne miejsce w Jerozolimie, które wywarło na mnie naprawdę duże wrażenie. Ta żywa, głośną modlitwa niosąca się po całym placu, autentyczne, tradycyjne stroje i nakrycia głowy. Jakby czas się zatrzymał. Wow! Tutaj trzeba zjadłyśmy w poleconej na grupie libańskiej restauracji. Padło na jagnięcinę z dodatkami. Dwie duże porcje mięsa, frytki, warzywa, różnorodne pasty i sosy to koszt 150 NIS / 2 osoby. Sporo, ale jagnięcina wszędzie kosztuje więcej niż dania z kurczakiem czy wróciłyśmy do hotelu dopakować walizki i udałyśmy się autem w stronę Ben Gurion, aby oddać samochód i dolecieć do domu. Po drodze przez przypadek Google Maps poprowadził nas przez dzielnicę ortodoksyjnych żydów. To nie było zbyt mądre, że w czasie szabatu wjechałyśmy jakby nigdy nic do takiego miejsca. Ludzie chodzili tutaj środkiem ulicy, a my nielegalnie wjechałyśmy tam pojazdem mechanicznym. Wciąż żyję ;)oddanie auta było intuicyjne i bezproblemoweostatnie doświadczenie z Izraelem to kontrola graniczna. Rzeczywiście jest to bardzo dokładna procedura, która może być stresująca dla osób, które nie znają dobrze języka albo nie podróżują często. Pierwszy etap to dokładna przepytka. Pan zapytał między innymi o to co mnie łączy z Olgą, czy znamy kogoś z Izraela, czy podczas pobytu ktoś dał nam jakiś prezent, czy mamy w bagażu coś co może przypominać broń, jaki był plan wycieczki, kiedy przyleciałam etc. Generalnie nic strasznego. Jeśli ktoś zna angielski to bez problemu odpowie na wszystkie konieczne pytania. Na tym etapie dostaje się naklejkę na paszporcie i przechodzi się dalej na kontrolę bagażu. Tutaj rzeczywiście trzepanie walizki jest dosyć dokładne. Trzeba otwierać różne przegródki i pozwolić kontrolerom „przebadać” zawartość. Seksowne majtki lepiej schować nieco głębiej ;) Na tym etapie też pojawiały się różne pytania. Jeśli nie masz niczego na sumieniu to będzie to tylko formalność. Nie ma się co stresować na zapas. Podsumowanie Podsumowując Izrael to naprawdę godne polecenia miejsce na podróż. Można go liznąć już podczas 4-5 dniowej wycieczki, ale jeśli ktoś chce poznać go dokładniej to 10-14 dni będzie idealne. Nie słuchajcie ludzi, którzy straszą Was cenami z kosmosu, problemami na lotnisku czy innymi dziwnymi historiami. Warto spróbować tego samemu i odwiedzić takie miejsca, które naprawdę chcemy zobaczyć, a nie odtwarzać przewodnika z samymi miejscami #mustsee. Tutaj się warto troszeczkę zgubić, poodkrywać nieznane zakątki, nasiąknąć prawdziwą lokalnością i spróbować różnych lokalnych przysmaków. Myślę, że za jakiś czas tu wrócę. Izrael narobił mi też mega ochoty na Jordanię! Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z Izraela zajrzyjcie do mojej wyróżnionej relacji na instagramie TUTAJ. A już za 5 dni ruszam w kolejną wyprawę. Tym razem Korfu razem z Concubinatim i parą znajomych. Trzymajcie kciuki za pogodę. Zaproszenie na Kaszuby Będąc w Izraelu nauczyłam się jak powinny smakować tamtejsze dania. W domu już niejednokrotnie je odtwarzałam. Właśnie dlatego na kolejnym weekendzie w Sudomiu będę prowadziła warsztat lekkiej kuchni Izraelskiej w wegetariańskim wydaniu. Przygotujemy wyśmienity hummus w dwóch wersjach smakowych, domową pitę, sabich oraz lekką sałatkę z arbuza oraz mięty. Na wyjeździe oprócz warsztatów kulinarnych zrobię także wykład o tym jak komponować posiłki na diecie wegetariańskiej. W programie zaplanowane są także poranne sesje jogi, spływ kajakowy, wykład o tanim i etycznym podróżowaniu. Wieczorami będziemy spotykać się przy komuniku lub ognisku i plotkować przy kieliszku wina do późnych godzin nocnych. wyjazd tylko dla kobiet <3 Więcej informacji o czerwcowym wyjeździe na Kaszuby znajdziesz TUTAJ. Viola Urban Mam na imię Viola Urban i wyzwolę w Tobie apetyt na zdrowe odżywienie. Od ponad 10 lat, razem ze wspierającymi blog ekspertami, dzielę się wiedzą, opinią i inspiracjami kulinarnymi. Czytając nasze wpisy poznasz podstawowe i zaawansowane informacje z zakresu zdrowego odżywiania i nauczysz się gotować naprawdę smacznie. Znajdziesz tutaj teksty merytoryczne, przepisy kulinarne, recenzje produktów, restauracji i książek, a także trochę motywacji i prawdziwych historii. Rozgość się - ten blog powstał dla Ciebie! Na Syrię miały spaść izraelskie rakiety ziemia-ziemia, wystrzelone z rejonu okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan. Atak miał wywołać "pewne straty materialne". Czytaj więcej Według doniesień publikowanych przez "Jerusalem Post" cele ataku miały znajdować się w pobliżu miejscowości Madinat al-Baath i Rwihinah, w pobliżu granicy z Izraelem. To już drugi atak rakietowy, jaki Izrael miał przeprowadzić na Syrię w ciągu tygodnia. W ubiegły czwartek rakietami ziemia-ziemia miały zostać zaatakowane cele na południe od Damaszku. Strona internetowa "Syrian Capital Voice" informowała wówczas, że Izrael zaatakował pozycje irańskich milicji i magazyny z uzbrojeniem. Izrael regularnie atakuje cele w Syrii związane z obecnością na terytorium tego kraju irańskich milicji i Hezbollahu Dwa tygodnie temu pocisk przeciwlotniczy wystrzelony przez syryjską armię wywołał alarm rakietowy w północnym Izraelu. Wcześniej syryjskie media informowały o ataku powietrznym Izraela na cele w pobliżu Damaszku. Syryjska agencja informacyjna SANA podawała wówczas, że syryjski żołnierz i pięciu cywilów zginęło w wyniku izraelskiego uderzenia z powietrza. W poniedziałek szef MSZ Rosji, Siergiej Ławrow, potępił izraelskie ataki na Syrię ostrzegając, że takie ataki mogą prowadzić do eskalacji konfliktu. Szef syryjskiego MSZ, Faisal Mikdad ostrzegł, że Syria odpowie na izraelskie ataki. Izrael regularnie atakuje cele w Syrii związane z obecnością na terytorium tego kraju irańskich milicji i Hezbollahu. Tel Awiw obawia się, że Iran, który jest sojusznikiem prezydenta Syrii, Baszara el-Asada, wykorzysta wojnę domową trwającą w Syrii od 2011 roku do umocnienia swojej obecności wojskowej w tym kraju i uczynienia z Syrii przyczółka do ewentualnej agresji przeciw Izraelowi.

izrael w 5 dni